Akcesoria do instalacji tv/sat
Kliknij tutaj, aby otrzymać 5% rabatu na co tylko zechcesz.
Serwis laptopów Wrocław
Kliknij tutaj, jeśli szukasz profesjonalnego serwisu.

Ile można zarobić na śniegu?

Tu możecie pospamować ;)

Ile można zarobić na śniegu?

Postprzez Cuma » 20 gru 2012, o 13:04

Obrazek

Dobrze zorganizowane, małe firmy mogą w ciągu roku zarobić na odśnieżaniu nawet milion zł. Ale tylko wtedy gdy śnieg w ogóle nie spadnie.

Alojzy Skrzypek, pięćdziesięcioletni przedsiębiorca z Katowic, postanowił wskoczyć w śnieg cztery lata temu, gdy stracił pracę w kopalni. Za 300 zł z drugiej ręki kupił używanego, zielonego malucha. Następnie w zaprzyjaźnionym warsztacie dobudował do niego prosty, hydrauliczny pług (zapłacił za niego 680 zł). Wydrukował kilka tysięcy ulotek, które powiesił na okolicznych słupach i rozdał znajomym. Już następnego dnia do byłego górnika zadzwonił właściciel stacji benzynowej. Świeżo upieczony, śniegowy przedsiębiorca nie miał przygotowanego cennika. Jedyną kwotą jaka przyszła mu do głowy było 1000 złotych za 30 dni ubezpieczenia przed śniegiem (bez względu na to czy pada, czy opadów nie ma).

Mężczyzna zgodził się natychmiast. Wymyślona na poczekaniu cena okazała się tak atrakcyjnie niska, że już po kilku dniach do Skrzypka odezwał się kierownik regionu i zamówił usunięcie śniegu z pozostałych kilkunastu, należących do sieci, stacji benzynowych. Skrzypek od razu podpisał umowę. Miał szczęście: opadów w tamtym roku prawie nie było, a za miesiąc samej gotowości do świadczenia usługi zainkasował 18,5 tys. zł.

Dzisiaj Skrzypek ma średniej wielkości, specjalizującą się w odśnieżaniu, firmę, której roczne przychody liczone są w setkach tys. zł. Najwięcej jednak zarabia gdy śnieg nie pada, a spółka zgarnia wynagrodzenie jedynie za gotowość podjęcia pracy. Kupił więc profesjonalne stacje pogodowe, a najważniejszym programem, jest pokazująca prognozę opadów z dwutygodniowym wyprzedzeniem, aplikacja. – Chociaż nie jest doskonała, pokazuje ile w kolejnych tygodniach zarobimy – chwali przedsiębiorca.

Śmierć przyszła po śniegu

Takich jak skrzypkowa firm powstało w ostatnich latach setki, jeśli nie tysiące. Ile dokładnie, nie wiadomo, bo firmy analityczne zgarniany śnieg wrzucają do tego samego worka co standardowe sprzątanie. Nikt jednak nie ma wątpliwości, że hossa na tego typu usługi miała dramatyczny początek. W styczniu 2006 roku pod ciężarem zalegającego na dachu śniegu zawaliła się hala Międzynarodowych Targów Katowickich między Chorzowem i Siemianowicami Śląskimi.

W katastrofie zginęło 65 osób, głównie hodowców gołębi, 170 było rannych. Korporacje, ale przede zarządcy hipermarketów i właściciele biurowców, zrozumieli, że opady mogą stanowić poważne, śmiertelne zagrożenie. Zaczęli więc szukać kogoś kto zagwarantuje im, że problem zostanie rozwiązany. Jako, że pojawił się bardzo duży popyt, firmy powstawały jak grzyby po deszczu. Po siemianowickiej tragedii także służby administracyjne zintensyfikowały kontrole.

Nadzorujące porządek na terenie tzw. infrastruktury władze samorządowe uruchomiły Straż Miejską, która nawet za drobne wykroczenia (tzw. śliskość chodnika) zaczęła karać mandatami (nawet 500 zł). Gdy właściciele, zarządcy i użytkownicy zupełnie lekceważyli zagrożenie sprawy trafiały do sądu, który nakładał karę w wysokości od 5 tys. zł w górę. W stosunku do uchylających się wiele razy od odśnieżania recydywistów wymierzano grzywnę w wysokości kilkunastu, kilkudziesięciu tys. zł, a w najbardziej drastycznych przypadkach dochodziło do ograniczenia lub nawet pozbawienia wolności. – Korporacje nie chciały usuwać śniegu we własnym zakresie. Firm zewnętrznych było niewiele, więc stawki po siemianowickiej tragedii poszybowały do góry jak wykres giełdowy podczas hossy – wspomina Alojzy Skrzypek.

Milion wykopany ze śniegu

Od tego czasu odśnieżanie, stało się w miarę dochodowym interesem. W aglomeracjach, gdzie jest najdrożej, zgarnięcie śniegu z metra kw. płaskiego dachu kosztuje 1 – 4 zł. Powierzchnia średniej wielkości hali wynosi około tysiąca metrów kw. Silnemu i chętnemu do pracy człowiekowi wyczyszczenie takiego obszaru zajmie, jak zapewniają specjaliści, jeden dzień. Dobrze zorganizowana firma może mieć nawet 25 – 30 tego typu zleceń w miesiącu. Jej przychody, bez uwzględnienia kosztów, mogą więc wynieść 100 tys. zł. – Gdy mamy grafik wypełniony pod kreskę możemy w ciągu roku zarobić milion zł – twierdzi właściciel jednej ze stołecznych firm sprzątających. – Ale to tylko raczej w teorii. W praktyce, po odliczeniu kosztów, zostaje nam znacznie mniej.

Ale na tym nie koniec. Dodatkowe dochody firmie sprzątającej może przynieść wykonanie usługi na rzecz tzw. spóźnionego klienta. Gdy zleceniodawcy zależy na natychmiastowym odśnieżaniu musi zapłacić nawet dwa, trzy razy więcej. Oczywiście ostateczne rozliczenie zależy od bardzo wielu czynników i zazwyczaj ustalane jest indywidualnie. Poza dużymi miastami ceny bywają o 30 – 40 proc. niższe, rabat jest przyznawany także, gdy umowa jest podpisywana wiosną lub latem. O mniej więcej jedną trzecią więcej płacą właściciele tzw. powierzchni trudnych, takich jak spadziste dachy, czy z przeszkodami (wentylatory, wywietrzniki czy, w przypadku parkingów, choćby wiaty z wózkami).

Ale największe zyski firmy odśnieżające zgarniają gdy śnieg nie pada. Większość spółek podpisuje bowiem umowy za samą gotowość wykonania usługi. Odśnieżają natomiast, co oczywiste, tylko gdy mają miejsce opady. Jeśli śniegu nie ma, dostają wynagrodzenie, a nie ponoszą związanych z wynagrodzeniem pracowników i kupnem materiałów (sól i piasek), kosztów.

Najmniej dochodowa natomiast, zdaniem właścicieli tego typu przedsiębiorstw, jest działalność podczas obfitych opadów białego puchu. Trzy lata temu, podczas wyjątkowo mroźnej i śnieżnej zimy, niemal wszyscy właściciele na kolanach wręcz błagali zleceniodawców, by podnieśli wynegocjowane wcześniej stawki. – Tak mocno padało, a temperatura były tak niska, że bez premii zarabiali tylko ci, którzy pracowali na rzecz spóźnionych, przerażonych opadami korporacji – twierdzi Skrzypek. – Inni tylko księgowali straty, bo ludziom trzeba było zapłacić, kupić drożejące bardzo szybko materiały, a zleceniodawcy, mając podpisane zawczasu umowy, bardzo niechętnie podnosili wynagrodzenie. Umowa za gotowość do odśnieżania zawiera więc w sobie także całkiem spore ryzyko.

Pieniądze spadają z nieba

Intensywność opadów to nie jedyny kłopot żyjących ze śniegu. Od czasu katastrofy na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich powstało mnóstwo firm oferujących usługi odśnieżania, więc rynek jest coraz trudniejszy. Mimo wysokiego bezrobocia, a także napływu zza wschodniej granicy sezonowych robotników, pojawiły się także problemy ze znalezieniem odpowiednich ludzi do pracy. Polegające na machaniu łopatą zajęcie nie cieszy się wielkim prestiżem, więc i chętni do roboty nie ustawiają się w kolejce. Standardem w branży jest umowa o dzieło. Stawki wynoszą od kilkudziesięciu gr. do 2 zł za metr kw. odśnieżanej powierzchni (energiczny mężczyzna w średnim wieku jest w stanie w ciągu doby odśnieżyć 500 – 900 metrów kw.).

Trzeba dbać także o zachowanie ciągłości zamówień. Aby spółka mogła zarabiać musi mieć grafik zleceń wypełniony pod przysłowiowy korek. Podstawowym obowiązkiem właściciela jest więc dbanie o dobre, korzystne układy ze zleceniodawcami, a także osobami pełniącymi funkcje szefa regionu w dużych firmach sprzątających. To one bowiem dostają najlepsze zlecenia na setki tysięcy metrów kw., a następnie, jako podwykonawców, zatrudniają sprzątającą drobnicę. – Dlatego różnych ważnych ludzi trzeba czasem zaprosić na kawę, na coś mocniejszego, a często jedno i drugie, a jeszcze lepiej przyjść z atrakcyjną dziewczyną i wrócić do domu samemu – puszcza oko szef jednej z małych firm odśnieżających duże powierzchnie na terenie stolicy.

Bardziej ambitni przedsiębiorcy inwestują w specjalistyczny sprzęt sprzątający. Marzeniem każdego żyjącego ze śniegu biznesmena jest tzw. multicar, szczyt luksusu w branży. To niewielkie, przystosowane do zamocowania pługa albo piaskarki, autko. Dzięki niemu ze średniej wielkości placem o powierzchni kilku tysięcy metrów kw. można się uporać nawet w ciągu godziny. Tego typu urządzenie tanie jednak nie jest.

Kilkunastoletniego multicara z drugiej ręki na popularnym portalu aukcyjnym można kupić za kilka tysięcy zł., ale nowy wraz z osprzętem oraz kilkuletnią gwarancją, kosztuje już od 75 tys. zł w górę. – Jednak od kilku lat popyt jest duży i z roku na rok rośnie – twierdzi Marta Ture z Hako Polska, która takie pojazdy sprowadza do Polski zza zachodniej granicy. – Kiedyś sprzedawaliśmy sprzęt prawie wyłącznie spółkom miejskim. Obecnie kupują go także osoby prywatne i niewielkie firmy odśnieżające.

Jak widać pieniądze niektórym spadają jednak z nieba.

źródło: onet.pl
Każdy z nas ma cztery twarze: tę, którą pokazuje, tę, którą widzą inni, tę, która myśli, że jest prawdziwa i tę, która jest prawdziwa. Wybierając jedną z nich nie rezygnujmy z pozostałych.
Avatar użytkownika
Cuma
Przyjaciel Forum
Przyjaciel Forum
 
Posty: 537
Dołączył(a): 15 sie 2012, o 12:03
Lokalizacja: PL
Podziękował: 5 razy
Podziękowań: 1 razy
Płeć: Mężczyzna
Korzystam z: Cyfrowy Polsat + DVB-T


Opcje

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


stat4u